czwartek, 9 kwietnia 2015

Z listów do A. - część 13

20 listopada 2014
No to ja też na szybko... uch, powinnam się  kłaść już powoli, bo jutro mam pierwszych "poważnych" gości (poważnych, to znaczy, że, po pierwsze, będziemy ich podejmować całkiem sami we dwójkę bez żadnego wsparcia... do tej pory bywała u nas przy takich okazjach moja Mama i nie ukrywam, że robiło mi to szaloną różnicę! - po drugie, goście zostają na noc, po trzecie - przyjeżdżają z brzdącem 2,5 letnim, któremu trzeba będzie bez wątpienia non stop patrzeć na łapki, żeby któremuś z moich nie zechciał zrobić jakiejś krzywdy... więc módl się za mnie jutro albo przynajmniej pomyśl ciepło! :)) 

Moja droga, nawet jeśli to pieśń przyszłości - to jeśli tylko będziesz miała możliwość wyboru, nie kupuj 2 w 1!! Tylko zainwestuj w suszarkę oddzielnie. Ja mam porównanie, bo kiedy córka P. była jeszcze mała, a my mieszkaliśmy w czymś w rodzaju domku letniskowego na wsi, przerobionego z wiejskiej chałupki, z piecami kaflowymi i bez ani jednego normalnego grzejnika/ kaloryfera, wpadłam na pomysł, że kupię takie cudo, żeby dziecku móc na bieżąco prać i suszyć ubranka, kombinezony, spodnie itd., kiedy jest u nas i pójdziemy na przykład na wyprawę do lasu i się zabrudzi albo zamoczy.  Nie wiem, jaką ma Twoja siostra - ja mam takie 2 w 1 firmy LG, no i powiem Ci, że u mnie to się totalnie nie sprawdziło :( Ani ta pralka z butów nie wyrywa (dość szybko popsuły jej się niektóre funkcje), ani ta suszarka wydajna nawet nie jest.  Pralkę mam do dziś, mimo jej mankamentów, ale tej suszarki, co w niej jest, właściwie nigdy nie używałam - chyba, że w sytuacjach zupełnie awaryjnych, prądu to żre dużo, suszy kiepsko, pojemność ma niewielką... do niczego taki interes :( Jeśli tylko będziesz mogła, rety, nie wiem, odkładaj po 50 zł na miesiąc i zainwestuj koniec końców w samą suszarkę, jak już będziesz miała na nią miejsce? Weź pod uwagę jeszcze to, że one są teraz energooszczędne, a naprawdę masy rzeczy dzięki suszarce nie prasujesz, więc obstawiałabym,  że dzięki temu się oszczędza prąd. Nie wiem, jaką masz taryfę - u nas jest weekendowa, czyli tani prąd od 22.00 do 6.00 i przez dwie godziny w ciągu dnia (13.00 - 15.00 lub 15.00 - 17.00 w zależności od pory roku) oraz całe soboty i niedziele; "tani" oznacza naprawdę BARDZO tani (ale to pewnie zależy od tego, co oferuje Twój operator). Ja urządzam więc wielkie pranio-suszenia w weekendy (pralka i suszarka chodzą wtedy praktycznie na okrągło), a w tygodniu staram się wrzucić pranie np. wieczorem o 22.00, a potem przerzucam do suszarki następnego dnia w ciągu tych tanich dwóch godzin... i koszt zużycia prądu na operację pt. "pranie, suszenie, prasowanie" ograniczam tym samym do naprawdę absolutnego minimum. 

Z całej siły trzymam kciuki za poduszkę, żeby się sprawdziła! Jakby co, kombinuj z ustawieniami - moi, mam wrażenie, do pewnego momentu nie lubili także, kiedy poduszka była za ciepła - teraz, jak są starsi, wydaje mi się, że przestało im to chyba przeszkadzać, ale dawniej denerwowali się okropnie oboje, jak ich poduszka zbyt energicznie grzała po pleckach :) Więc na to też zwróć uwagę :) 

Kochana, obiady.... ja też ich nie gotuję właściwie. U mnie akurat wygląda to tak, że P. się non stop odchudza (kiedyś był, powiedzmy to sobie wprost, gruby, potem schudł 25 kilo - ja równolegle do niego 15, bo się razem odchudzaliśmy - no i teraz trzyma wagę raczej stabilnie, ale musi się pilnować i ograniczać z jedzeniem!), ja po ciąży znowu też, więc gotujemy głównie, kiedy przyjeżdża M., no bo dziecku obiad trzeba jednak dać. Ja też mam takie poczucie, że powinnam usystematyzować nasze odżywianie, głównie dlatego, że jak dzieci podrosną i zaczną jeść wszystko to, co my, to powinny być od razu przyzwyczajane do racjonalnego jadłospisu... ale póki co snuję sobie tylko takie teorie, na praktykę też nie mam czasu. Mam wrażenie, że dzieci im starsze, tym są bardziej absorbujące, naprawdę.... 

A w ogóle zdaje mi się, że u mnie jest niemal identycznie tak samo, jak u Ciebie. Pychu najchętniej gromadziłby wokół siebie cały dwór - dzisiaj siedziałyśmy nad jego matą edukacyjną we trzy - ja, moja mama oraz niania, i dziecko bawiło się idealnie grzecznie, cichutko i spokojnie, rozdając uśmiechy! A gdybyśmy spróbowały sobie pójść na chwilę, po dwóch minutach byłby ryk!  Malutka jest dużo spokojniejsza, wyluzowana, dużo więcej śpi, jest bardzo pogodna i kontaktowa, a przy tym rozwija się ładnie - Pyś robi wokół siebie MNÓSTWO szumu, jest bardzo żywy i absorbujący i przez to na pierwszy rzut oka robi wrażenie takiego strasznie "hop do przodu" bystrzaka - a w rzeczywistości to Malutka pierwsza zaczęła się przewracać na brzuszek, próbuje siadać itd. W dodatku Pyś zrobił się potwornie ruchliwy - przy czym nie chodzi mi tu o rozwój ruchowy, tylko o ruchliwość jako taką - pręży się, wygina, wykonuje mnóstwo gestów nie tylko niepotrzebnych, ale też kompletnie dla mnie nieprzewidywalnych, coraz częściej boję się, że mi skądś spadnie, wyrwie się, poleci.... dlatego też z karmieniem piersią za chwilę będę miała duuuży problem, bo przy takim rozbisurmanionym stworzeniu, jak Pyś, wspólne z siostrą przebywanie na poduszce do karmienia staje się powoli zbyt niebezpieczne i po prostu zbyt trudne - dzieci przeszkadzają sobie nawzajem z dnia na dzień coraz bardziej! Jak ja wytrzymam jeszcze ponad 7 miesięcy tego cyrku na kółkach, jakim jest karmienie ich piersią, to naprawdę nie mam chwilowo pojęcia.... :) 

No tak, tak. Ja też karmię oboje kaszką z butelki dokładnie z tego samego powodu, co Ty - gdybym miała karmić ich łyżeczkami, to po pierwsze musiałabym naprawdę chyba nie mieć NIC innego do roboty, a po drugie - oszalałabym od tego wrzasku, bo moi, karmieni łyżeczkami równolegle, OBOJE uważają, że robię to zbyt wolno! :) Co do odliczania 2 miesięcy - zapytałam właśnie mojego P., co on o tym myśli (jak może pamiętasz, on jest lekarzem rodzinnym, naprawdę najlepszym, jakiego znam, wiem, jestem nieobiektywna, ale on jest naprawdę w porządku!). No i on twierdzi, że na tym etapie jeszcze by na Twoim miejscu odliczał. A w ogóle, to ja mlekiem modyfikowanym też dokarmiam, bo swojego by mi nie wystarczyło na tę moją żertą jak nie wiem co dwójkę... u mnie teraz wygląda to tak, że z samego rana karmię piersią, potem o dziesiątej - jedenastej bachorki dostają kaszkę z dodatkiem ewentualnie banana (zwłaszcza Pyś, bo jego kaszka jest niestety na wodzie), potem znowu piersią około 13.00 - 14.00, później jeszcze raz tak piąta - szósta po południu, ale już z dolewką modyfikowanego, potem jakieś warzywko - marchewka, ostatnio ziemniak, testowaliśmy też buraczki, ale nikt nie padł z zachwytu; potem, wieczorem o ósmej, jeszcze raz pierś plus dolewka modyfikowanego.  

Glutenu na razie nie dajemy - Malutka spożywa kaszkę zwykłą ryżową (kupiłam taką "bez dodatku cukru", ale P. porównał zawartość cukrów wszelakich w tej oraz w kupionej wcześniej "oficjalnie" dosładzanej i stwierdził, że nie ma różnicy!), waniliową albo bananową, a Pychu dostaje tzw. "bezmleczną bezglutenową", bodajże Minima się to nazywa. Przypuszczam, że mogłabyś spokojnie spróbować karmić tym F.?   Marchewkę Pyś jest uprzejmy spożywać łyżeczką, bo tak mu najbardziej smakuje, a Malutka dostaje w butli, ale ona ogólnie warzywa zaledwie łaskawie toleruje. Pyś lubi te tam marchewki i ziemniaczki dużo bardziej. Wszystko miksuję blenderem, kleików nie dodaję (chociaż pomysł wydaje mi się niegłupi, czytałam o tym w jakichś przepisach na dania dla niemowląt). Ogólnie powiem Ci tak: czekam cierpliwie, aż Małe będą gotowe na jedzenie stałych pokarmów... a jak będą, mam zamiar założyć im przeciwpancerne śliniaczki, obłożyć kuchnię i siebie gazetami i heja - niech sobie grzebią paluchami w talerzach i wyjadają, co zechcą, byle szybko nauczyli się pożywiać sami!  Czytałam, że dziecko jest gotowe na jedzenie stałych pokarmów wtedy, kiedy.... po raz pierwszy je sobie samo bierze i zjada. Wbrew pozorom następuje to podobno zanim urosną zęby, dziecko jest w stanie rozdrobnić pokarm dziąsłami, zjeść i nie udławić się... więc planuję co jakiś czas (za jakiś czas oczywiście!) podtykać im pod nos kawałki różnych potraw i patrzeć, co będzie... A jak zaczną jeść sami, to życie stanie się łatwiejsze...:) Mam nadzieję :) 

Uch, mogłabym tak siedzieć i napawać się ciszą jeszcze przez wiele godzin, ale muszę iść spać, bo jutro od rana przygotowania do wizyty gości trzeba będzie rozpocząć.... Trzymaj się ciepło i daj znać, jak poduszka przyjdzie, czy się sprawdziła!

24 grudnia 2014

Kochani! Bardzo, bardzo dziękuję w imieniu Pysia i Malutkiej za piękną, puszystą niespodziankę :) Misięta już czekają, żeby jutro zasiąść godnie pod choinką (na razie biedactwa nie mają gdzie, bo choinka jeszcze nie obsadzona!) :) Przecudne są :) Naprawdę bardzo Wam serdecznie dziękujemy :) Z okazji Świąt życzymy Wam przede wszystkim ZDROWIA, zdrowia, bardzo dużo zdrowia! Uśmiechu i radości na co dzień. Dużo miłości!  Niech Was szerokim, wielkim łukiem omija wszystko to, co złe, niech Wam się przydarza wyłącznie to, dobre!

Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz