20 listopada 2014
No to ja też na szybko... uch, powinnam się kłaść już powoli, bo
jutro mam pierwszych "poważnych" gości (poważnych, to znaczy, że, po
pierwsze, będziemy ich podejmować całkiem sami we dwójkę bez żadnego
wsparcia... do tej pory bywała u nas przy takich okazjach moja Mama i nie
ukrywam, że robiło mi to szaloną różnicę! - po drugie, goście zostają na noc,
po trzecie - przyjeżdżają z brzdącem 2,5 letnim, któremu trzeba będzie bez
wątpienia non stop patrzeć na łapki, żeby któremuś z moich nie zechciał zrobić
jakiejś krzywdy... więc módl się za mnie jutro albo przynajmniej pomyśl ciepło!
:))
Moja droga, nawet jeśli to pieśń przyszłości - to jeśli tylko będziesz
miała możliwość wyboru, nie kupuj 2 w 1!! Tylko zainwestuj w suszarkę
oddzielnie. Ja mam porównanie, bo kiedy córka P. była jeszcze mała, a my
mieszkaliśmy w czymś w rodzaju domku letniskowego na wsi, przerobionego z
wiejskiej chałupki, z piecami kaflowymi i bez ani jednego normalnego grzejnika/
kaloryfera, wpadłam na pomysł, że kupię takie cudo, żeby dziecku móc na bieżąco
prać i suszyć ubranka, kombinezony, spodnie itd., kiedy jest u nas i pójdziemy
na przykład na wyprawę do lasu i się zabrudzi albo zamoczy. Nie wiem,
jaką ma Twoja siostra - ja mam takie 2 w 1 firmy LG, no i powiem Ci, że u mnie
to się totalnie nie sprawdziło :( Ani ta pralka z butów nie wyrywa (dość szybko
popsuły jej się niektóre funkcje), ani ta suszarka wydajna nawet nie
jest. Pralkę mam do dziś, mimo jej mankamentów, ale tej suszarki, co w
niej jest, właściwie nigdy nie używałam - chyba, że w sytuacjach zupełnie
awaryjnych, prądu to żre dużo, suszy kiepsko, pojemność ma niewielką... do
niczego taki interes :( Jeśli tylko będziesz mogła, rety, nie wiem, odkładaj po
50 zł na miesiąc i zainwestuj koniec końców w samą suszarkę, jak już będziesz
miała na nią miejsce? Weź pod uwagę jeszcze to, że one są teraz
energooszczędne, a naprawdę masy rzeczy dzięki suszarce nie prasujesz, więc
obstawiałabym, że dzięki temu się oszczędza prąd. Nie wiem, jaką masz
taryfę - u nas jest weekendowa, czyli tani prąd od 22.00 do 6.00 i przez dwie
godziny w ciągu dnia (13.00 - 15.00 lub 15.00 - 17.00 w zależności od pory
roku) oraz całe soboty i niedziele; "tani" oznacza naprawdę BARDZO
tani (ale to pewnie zależy od tego, co oferuje Twój operator). Ja urządzam więc
wielkie pranio-suszenia w weekendy (pralka i suszarka chodzą wtedy praktycznie
na okrągło), a w tygodniu staram się wrzucić pranie np. wieczorem o 22.00, a
potem przerzucam do suszarki następnego dnia w ciągu tych tanich dwóch
godzin... i koszt zużycia prądu na operację pt. "pranie, suszenie,
prasowanie" ograniczam tym samym do naprawdę absolutnego minimum.
Z całej
siły trzymam kciuki za poduszkę, żeby się sprawdziła! Jakby co, kombinuj z
ustawieniami - moi, mam wrażenie, do pewnego momentu nie lubili także, kiedy
poduszka była za ciepła - teraz, jak są starsi, wydaje mi się, że przestało im
to chyba przeszkadzać, ale dawniej denerwowali się okropnie oboje, jak ich
poduszka zbyt energicznie grzała po pleckach :) Więc na to też zwróć uwagę :)
Kochana,
obiady.... ja też ich nie gotuję właściwie. U mnie akurat wygląda to tak, że P.
się non stop odchudza (kiedyś był, powiedzmy to sobie wprost, gruby, potem
schudł 25 kilo - ja równolegle do niego 15, bo się razem odchudzaliśmy - no i
teraz trzyma wagę raczej stabilnie, ale musi się pilnować i ograniczać z
jedzeniem!), ja po ciąży znowu też, więc gotujemy głównie, kiedy przyjeżdża M.,
no bo dziecku obiad trzeba jednak dać. Ja też mam takie poczucie, że powinnam
usystematyzować nasze odżywianie, głównie dlatego, że jak dzieci podrosną i
zaczną jeść wszystko to, co my, to powinny być od razu przyzwyczajane do
racjonalnego jadłospisu... ale póki co snuję sobie tylko takie teorie, na
praktykę też nie mam czasu. Mam wrażenie, że dzieci im starsze, tym są bardziej
absorbujące, naprawdę....
A w ogóle zdaje mi się, że u mnie jest niemal
identycznie tak samo, jak u Ciebie. Pychu najchętniej gromadziłby wokół siebie
cały dwór - dzisiaj siedziałyśmy nad jego matą edukacyjną we trzy - ja, moja
mama oraz niania, i dziecko bawiło się idealnie grzecznie, cichutko i
spokojnie, rozdając uśmiechy! A gdybyśmy spróbowały sobie pójść na chwilę, po
dwóch minutach byłby ryk! Malutka jest dużo spokojniejsza, wyluzowana,
dużo więcej śpi, jest bardzo pogodna i kontaktowa, a przy tym rozwija się
ładnie - Pyś robi wokół siebie MNÓSTWO szumu, jest bardzo żywy i absorbujący i
przez to na pierwszy rzut oka robi wrażenie takiego strasznie "hop do
przodu" bystrzaka - a w rzeczywistości to Malutka pierwsza zaczęła się
przewracać na brzuszek, próbuje siadać itd. W dodatku Pyś zrobił się potwornie
ruchliwy - przy czym nie chodzi mi tu o rozwój ruchowy, tylko o ruchliwość jako
taką - pręży się, wygina, wykonuje mnóstwo gestów nie tylko niepotrzebnych, ale
też kompletnie dla mnie nieprzewidywalnych, coraz częściej boję się, że mi
skądś spadnie, wyrwie się, poleci.... dlatego też z karmieniem piersią za
chwilę będę miała duuuży problem, bo przy takim rozbisurmanionym stworzeniu,
jak Pyś, wspólne z siostrą przebywanie na poduszce do karmienia staje się powoli
zbyt niebezpieczne i po prostu zbyt trudne - dzieci przeszkadzają sobie
nawzajem z dnia na dzień coraz bardziej! Jak ja wytrzymam jeszcze ponad 7
miesięcy tego cyrku na kółkach, jakim jest karmienie ich piersią, to naprawdę
nie mam chwilowo pojęcia.... :)
No tak, tak. Ja też karmię oboje kaszką z
butelki dokładnie z tego samego powodu, co Ty - gdybym miała karmić ich
łyżeczkami, to po pierwsze musiałabym naprawdę chyba nie mieć NIC innego do
roboty, a po drugie - oszalałabym od tego wrzasku, bo moi, karmieni łyżeczkami
równolegle, OBOJE uważają, że robię to zbyt wolno! :) Co do odliczania 2
miesięcy - zapytałam właśnie mojego P., co on o tym myśli (jak może pamiętasz,
on jest lekarzem rodzinnym, naprawdę najlepszym, jakiego znam, wiem, jestem
nieobiektywna, ale on jest naprawdę w porządku!). No i on twierdzi, że na tym
etapie jeszcze by na Twoim miejscu odliczał. A w ogóle, to ja mlekiem
modyfikowanym też dokarmiam, bo swojego by mi nie wystarczyło na tę moją żertą
jak nie wiem co dwójkę... u mnie teraz wygląda to tak, że z samego rana karmię
piersią, potem o dziesiątej - jedenastej bachorki dostają kaszkę z dodatkiem
ewentualnie banana (zwłaszcza Pyś, bo jego kaszka jest niestety na wodzie),
potem znowu piersią około 13.00 - 14.00, później jeszcze raz tak piąta - szósta
po południu, ale już z dolewką modyfikowanego, potem jakieś warzywko -
marchewka, ostatnio ziemniak, testowaliśmy też buraczki, ale nikt nie padł z
zachwytu; potem, wieczorem o ósmej, jeszcze raz pierś plus dolewka
modyfikowanego.
Glutenu na razie nie dajemy - Malutka spożywa kaszkę
zwykłą ryżową (kupiłam taką "bez dodatku cukru", ale P. porównał
zawartość cukrów wszelakich w tej oraz w kupionej wcześniej
"oficjalnie" dosładzanej i stwierdził, że nie ma różnicy!), waniliową
albo bananową, a Pychu dostaje tzw. "bezmleczną bezglutenową",
bodajże Minima się to nazywa. Przypuszczam, że mogłabyś spokojnie spróbować
karmić tym F.? Marchewkę Pyś jest uprzejmy spożywać łyżeczką, bo tak mu
najbardziej smakuje, a Malutka dostaje w butli, ale ona ogólnie warzywa
zaledwie łaskawie toleruje. Pyś lubi te tam marchewki i ziemniaczki dużo
bardziej. Wszystko miksuję blenderem, kleików nie dodaję (chociaż pomysł wydaje
mi się niegłupi, czytałam o tym w jakichś przepisach na dania dla niemowląt).
Ogólnie powiem Ci tak: czekam cierpliwie, aż Małe będą gotowe na jedzenie
stałych pokarmów... a jak będą, mam zamiar założyć im przeciwpancerne
śliniaczki, obłożyć kuchnię i siebie gazetami i heja - niech sobie grzebią paluchami
w talerzach i wyjadają, co zechcą, byle szybko nauczyli się pożywiać
sami! Czytałam, że dziecko jest gotowe na jedzenie stałych pokarmów
wtedy, kiedy.... po raz pierwszy je sobie samo bierze i zjada. Wbrew pozorom
następuje to podobno zanim urosną zęby, dziecko jest w stanie rozdrobnić pokarm
dziąsłami, zjeść i nie udławić się... więc planuję co jakiś czas (za jakiś czas
oczywiście!) podtykać im pod nos kawałki różnych potraw i patrzeć, co będzie...
A jak zaczną jeść sami, to życie stanie się łatwiejsze...:) Mam nadzieję :)
Uch,
mogłabym tak siedzieć i napawać się ciszą jeszcze przez wiele godzin, ale muszę
iść spać, bo jutro od rana przygotowania do wizyty gości trzeba będzie
rozpocząć.... Trzymaj się ciepło i daj znać, jak poduszka przyjdzie, czy się
sprawdziła!
24 grudnia 2014
Kochani! Bardzo, bardzo dziękuję w imieniu Pysia i Malutkiej
za piękną, puszystą niespodziankę :) Misięta już czekają, żeby jutro zasiąść
godnie pod choinką (na razie biedactwa nie mają gdzie, bo choinka jeszcze nie
obsadzona!) :) Przecudne są :) Naprawdę bardzo Wam serdecznie dziękujemy :) Z
okazji Świąt życzymy Wam przede wszystkim ZDROWIA, zdrowia, bardzo dużo
zdrowia! Uśmiechu i radości na co dzień. Dużo miłości! Niech Was
szerokim, wielkim łukiem omija wszystko to, co złe, niech Wam się przydarza
wyłącznie to, dobre!
Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz