11 listopada 2014
Dobrze, że napisałaś, bo ja dzisiaj remanent w ciuchach robiłam właśnie - mam szczerą nadzieję, że uda mi się jeszcze
przed końcem tygodnia zmontować jakąś
paczkę dla Was. W wolnej chwili daj mi jeszcze tylko znać, jak Twoje dzieci ustosunkowują się do
śpiworków, takich do spania na noc? Moje
ich nienawidzą szczerze i okrutnie i w związku z tym mam na zbyciu.
A co do wózka - kurczę, faktycznie
jakoś ciasno się robi :/ na zimę chyba
trzeba będzie wyciągnąć spacerówki, zresztą, nie wiem, jak Twoi - ale u nas też gondolki są coraz mniej cenione
przez pasażerów, bo słabo z nich widać.
Kiedyś moje dzieci na spacerach zasypiały martwym bykiem, teraz nie dość, że łypią, to jeszcze zdarza im
się protestować, że budka podniesiona i
nudy dookoła.... więc podejrzewam, ze jak się przesiądziemy do spacerówek, to może ten
problem się rozwiąże - tylko pewnie
jakieś śpiworki wózkowe solidniejsze trzeba będzie znaleźć na zimę do spacerówek.... Jeśli Ty masz
Freestyle, ten sam model co ja, to masz
też spacerówki do niego, dobrze zgaduję?
Ech, życzę z całego serca F., żeby
przeszedł czym prędzej do frakcji
tłustawych! Jeśli tylko to będzie znaczyło, że ze zdrowiem wychodzi na prostą... Słuchaj, a czy Ty jesteś
w ogóle z małymi całkiem sama, bez
żadnej pomocy na co dzień?? Nie wyobrażam sobie w takim razie, jak właściwie sobie radzisz, słowo daję,
jesteś chyba najdzielniejszą istotą,
jaką znam!
Co do nerwowości - u nas Pyś był nerwowy bardzo, kiedy był malutki, teraz też do spokojnych nie
należy, ale mam wrażenie, że mu się
trochę wyrównało.... Chyba pisałam Ci kiedyś, że ja w ramach uspokajania go wymyśliłam masaże dla obojga.
Wzięło się to stąd, że od małego kąpiemy
dzieci nie codziennie, tylko co drugi dzień, no i te masaże to miały być tak na relaks, zamiast
kąpieli w te dni, kiedy ablucji
wieczornych nie było. Miałam nadzieję, że dzięki temu będą lepiej spać. Wydaje mi się, że pomogło, i że
między innymi dzięki temu Pychu trochę
się wyluzował... Oczywiście, głowy nie dam, może to przypadek albo tylko moje myślenie życzeniowe
albo co... Pewnie myślisz sobie, że
oszalałam, namawiam Cię jeszcze na masaże, a Ty pewno nie masz kiedy usiąść na chwilę... ale tak naprawdę, to
w sumie można sobie samodzielnie
zadecydować, kiedy robić a kiedy nie (ja w tej chwili już nie masuję ich co drugi dzień, bo nie mam na
to czasu ani siły, ale raz na parę dni
się staram), no i ile taki masaż ma trwać (jeśli jestem mocno zajęta albo zmęczona, to ograniczam się
nawet do 10-15 minut na dziecko, lepsze
to, niż nic!). Włączam relaksującą muzyczkę, zapalam kominek taki z olejkiem eterycznym
relaksującym, do masowania używam olejku
brzoskwiniowego (albo kokosowego, albo w ogóle zwykłej oliwki dla dzieci). Kiedyś cudowałam i
podgrzewałam olejek w buteleczce w
podgrzewaczu do dzieciowych butelek, ale od dość dawna mam to w nosie - wystarczy mocno rozetrzeć w dłoniach, żeby
zyskał odpowiednią temperaturę! Ponieważ
u nas nie jest jakoś bardzo ciepło, rozbieram małe do masażu i układam na poduszce elektrycznej,
włączonej na 1-2 kreski i przykrytej
pieluszką. Teraz już nie widzę takiej różnicy, ale jak zaczynałam, dałabym sobie rękę uciąć, że po
takim masażu Pyś spał dużo spokojniej.
No więc chyba mogę powiedzieć, że u nas ta metoda raczej się sprawdziła...
No cóż, idę powoli spać, bo
faktycznie przydałoby się trochę zregenerować...
moje dzieci co prawda chodzą spać prześlicznie o dziewiątej i śpią twardo zwykle tak do
pierwszej - drugiej w nocy (potem bywa
różnie), ale pechowo ja akurat nie mogę spać od tej dziewiątej do drugiej z nimi, bo muszę ściągać pokarm około
północy - bałabym się tego nie robić,
żeby nie stracić laktacji... bo, niestety, Pyś ma alergię, no i stwierdziłam, że spróbuję karmić piersią
oboje do roku... zobaczymy, czy to się
uda, ale próbować będę, bo P. twierdzi, że ścisła dieta wyprowadza ponad 90% dzieci z
alergii w ciągu pierwszego roku życia.
Oczywiście, dodatkowo jestem też na diecie ja - nie jem produktów mlecznych tudzież innych mocno
uczulających (czyli ograniczam jajka,
nie jem czekolady itd.). Prawdę mówiąc, na razie nie potrafię sobie wyobrazić, jakie cudowne życie będę
miała, jak to karmienie piersią się
skończy.... a tymczasem żegnam się powoli z jednoczesnym karmieniem mojej dwójeczki, bo dwójeczka robi
się coraz większa, nie mieści się na
poduszce do karmienia i w dodatku przeszkadza sobie nawzajem w trakcie jedzenia coraz
wybitniej...Więc już za chwilę będę musiała
karmić ich po kolei, co niewątpliwie zajmie dwa razy więcej czasu, wolę na razie nie myśleć, jak to będzie
wyglądało!....
Rozpisałam się okropnie - ech, idę ściągać i spać, trzymaj się!
Aż mi głupio nalegać, żebyś pisała, bo
nie masz pewnie wolnej chwili dla siebie...
ale jak będziesz mogła, to od czasu do czasu dawaj sygnał, co u Was, bo - nie ukrywam - ja się tu będę
niepokoić cokolwiek.... Trzymaj się dzielnie jak dotąd! No i nadal Ci życzę,
żeby ten spokój Cię nie opuszczał, mimo
wszystko, a dzieciom żeby się udzielał!
13 listopada 2014
A., ja na bardzo szybciutko, bo robota w pięty mnie gryzie (zlecenie mam na
dzisiaj, a niania ma wolne, moja Mama siedzi dziś z Małymi w związku z tym,
więc się muszę streścić... aczkolwiek zdarzało mi się już pracować i kończyć
zlecenie, kiedy byłam z nimi sama, zastanawiam się teraz, jak to zrobiłam, widocznie
w stresie człowiek może wszystko!). Powiem
tak: Kochana, zrób co tylko zdołasz, żeby zaopatrzyć się w, uwaga uwaga,
niestety, mega wydatek, ale będziesz go błogosławić: SUSZARKĘ DO UBRAŃ. Ja
wyczytałam jeszcze przed porodem na forum bliźniąt, że matki wynoszą to
urządzenie pod niebiosa, twierdzą, że jest - przy kilkorgu dzieciach w domu -
drugim najważniejszym urządzeniem po zmywarce, i ja się w 200 % z nimi zgadzam.
Ciuchy wyprane strzepujesz, wrzucasz do suszarki, po wyjęciu składasz jeszcze
ciepłe.... oprócz koszul męskich NIC wyjętego ze zmywarki nie wymaga
prasowania!!!! Odpada Ci poza tym wieszanie i ściąganie po wysuszeniu, to
naprawdę ułatwia życie! Jeśli tylko możesz, to spraw sobie taką suszarkę. Jeśli
się nie da inaczej, to weźcie na raty! Naprawdę warto w Twojej sytuacji.
Ja kiedyś myślałam, że suszarka wymaga podłączenia do systemu wentylacji i
zrezygnowałam z niej, bo u nas nie było takiej możliwości - ale potem
wyczytałam, że już nie wymaga, suszarka ma własny system kondensacji i co kilka
suszeń po prostu wylewa się wodę ze specjalnego pojemnika, a sama suszarka może
sobie stać zupełnie gdziekolwiek! Co więcej - jest tak lekka, że (jeśli masz
taką możliwość oczywiście) można też na specjalnych wysięgnikach zamontować ją
nad pralką!
Mój P. miał w pewnym momencie taki pomysł, że mi zrobi jakiś
prezent z okazji urodzenia bliźniąt, coś przebąkiwał o złotej biżuterii (he he,
zamiast tego w końcu niechcący zgubił moją obrączkę i pierścionek zaręczynowy,
kiedy byłam w szpitalu, wcześniej je odłożyłam i nie nosiłam bo mi palce
spuchły, no i nie znalazły się!), a ja twardo upierałam się, że nic nie chcę,
tylko suszarkę. No i się ugiął w końcu, a ja do tej pory uważam, że to była
najmądrzejsza rzecz, jaką mogliśmy kupić!
A druga sprawa - mały wydatek, przy moich ułatwiający życie bardzo. Jak
Ci pisałam, do masażu kładę moich małych na elektrycznej poduszce.
Wymyśliłam ten patent i jestem z siebie strasznie dumna, bo moje dzieci TEŻ
nienawidzą, kiedy jest im zimno po kąpieli. Dlatego przed rozebraniem do
kąpieli przygotowuję poduszkę, podgrzewam ją, rozścielam na wierzchu pieluszkę
- i dziecko wytarte kładę od razu na nagrzaną poduszkę! Malutka zawsze po
kąpieli darła się wniebogłosy, że jej zimno, Pyś też nie lubi zmiany
temperatury - wyobraź sobie, że po przerzuceniu na poduszkę natychmiast cichną,
nawet, jeśli przed chwilą się darli, bo podczas wycierania ręcznikiem odsłoniła
się na chwilę (i marzła!) ręka albo noga... Przypuszczam, że F., jeśli dostaje
spazmów, mogłabyś kłaść na tej poduszce także do rozbierania, potem przerzucać
do wanienki, potem znowu z powrotem na poduszkę - słowo Ci daję, na moich
ta poduszka działa jak magiczna różdżka po prostu! A taką, jak moja, można na
Allegro kupić za niecałe 40 zł - ja swoją zresztą kupiłam parę lat temu, bo też
jestem zmarźluch, i pocieszałam się nią od czasu do czasu w wyjątkowo zimne
wieczory, poducha przeszła u nas na pełen etat dopiero po urodzeniu dzieci,
kiedy skończyło się lato!
Z karmieniem
piersią, to wiesz - po prostu uważam, że nie ma za bardzo wyjścia - widzę
efekty, kiedy jesteśmy z Pychem na diecie (wysypka bardzo blednie, chociaż
właściwie nigdy całkiem nie znika), a ja jestem alergik od zawsze i wiem, jaka
to przyjemność, więc staję na uszach, żeby zapewnić Pysiowi jak najwyższe
prawdopodobieństwo, że się tego upierdlistwa pozbędzie.... Chociaż prawdę
mówiąc, wizja kolejnych 7-8 miesięcy z dziećmi przy cycku napawa mnie pewną
grozą. Ale czas leci szybko!... Więc i to pewnie zleci!....
Podziwiam Cię
ogromnie, że wyregulowałaś swoich, bo wiem, jak to ciężko.... u mnie także
zasypiają około 21.00 - pociesz się, że kiedy F. nadrobi z wagą, przestanie się
budzić w nocy na karmienia i wtedy dopiero to wyregulowanie zacznie Ci
procentować możliwością przespania błogo całej nocy!... Fakt, że u mnie
wieczory też są upiorne, ostatnia godzina przed ostatnim karmieniem to jest
jakiś kosmos - zastanawiałam się nawet, czy nie próbować o tę godzinę wcześniej
kłaść ich spać, ale to jakoś tajemniczo nie wychodzi, nie wiem, dlaczego...
Gratulacje i pozdrowienia dla siostry! :) Tak
sobie cichutko myślę, że jedno dziecko to chyba czysta rozkosz macierzyństwa :)
Po pierwsze, możesz spać wtedy, kiedy to robi Twoje dziecko (nie ma drugiego,
które w tym czasie by NIE spało, no nie?) - i nie masz nieustającego dylematu,
do którego podejść, które wziąć na ręce, które najpierw przewinąć, itd., itd.,
znanego chyba wszystkim rodzicom, a zwłaszcza matkom bliźniąt.... :) Poza tym, oczywiście, nieustająco podziwiam
Cię,. że sobie radzisz z Małymi mimo choroby F. i jesteś dzielna, nie tracisz
ducha, nie popadasz w czarną rozpacz i w ogóle, twarda z Ciebie babka - stałaś
się dla mnie, prawdę mówiąc, czymś w rodzaju punktu odniesienia. Jak mi narzeka
ktoś, kto ma zdrowe dzieci i właściwie żadnych większych problemów (poza takimi,
że np. dzieci kataru dostały, albo pracy jest dużo, albo niania się stawia, czy
coś), to sobie myślę o Tobie i o tej pogodzie ducha, która, moim zdaniem, mimo
wszystko gdzieś tam przebija z Twoich maili i o tym, że w takiej sytuacji Ty
NADAL potrafisz docenić, że masz dwójkę super dzieciaków.... chyba zrobię się
mało tolerancyjna wobec narzekających na pierdoły...
A co do zasypiania z F. - ja już nie raz
przekonałam się, że lepiej słuchać własnego instynktu, niż upierać się na
"książkowe" wychowywanie. U nas na przykład jest tak, że Pychu został
fanem jedzenia łyżeczką. Ku naszemu śmiertelnemu zdumieniu, na widok łyżeczki
otwiera szeroko buzię, po czym zjada zawartość, mlaszcząc smakowicie. Malutka
natomiast od początku po kilku łyżeczkach czegokolwiek, każdy posiłek oblewa
rzęsiście łzami. Początkowo błędnie to interpretowałam, że jej nie smakuje....
po czym okazało się, że każdy posiłek rozrzedzony i podany w butelce, zamiast
łyżeczki, jest zjadany bez protestów (no dobra, marchewka również bez entuzjazmu,
ale jednak!). No więc stwierdziłam, że chrzanię to serdecznie, nie będę
dziecka siłą przestawiać na łyżeczkę - teraz podobno są takie wytyczne, żeby w
ogóle kaszkami i innymi maziami karmić TYLKO łyżeczką, a ja mam to w nosie.
Niech sobie dziecko je, jak chce.... jakoś nie wierzę, że do dorosłości będzie
WOLAŁA z butelki!.... :)
No, to mi
wyszło szybciutko i w ogóle zwięźle!!! Pozdrawiam Cię gorąco! Trzymajcie się,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz