poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Z listów do A. - część 12

11 listopada 2014

Dobrze, że napisałaś, bo ja dzisiaj remanent w ciuchach robiłam właśnie  - mam szczerą nadzieję, że uda mi się jeszcze przed końcem tygodnia  zmontować jakąś paczkę dla Was. W wolnej chwili daj mi jeszcze tylko  znać, jak Twoje dzieci ustosunkowują się do śpiworków, takich do spania  na noc? Moje ich nienawidzą szczerze i okrutnie i w związku z tym mam na  zbyciu. 

A co do wózka - kurczę, faktycznie jakoś ciasno się robi :/ na zimę  chyba trzeba będzie wyciągnąć spacerówki, zresztą, nie wiem, jak Twoi -  ale u nas też gondolki są coraz mniej cenione przez pasażerów, bo słabo  z nich widać. Kiedyś moje dzieci na spacerach zasypiały martwym bykiem,  teraz nie dość, że łypią, to jeszcze zdarza im się protestować, że budka  podniesiona i nudy dookoła.... więc podejrzewam, ze jak się  przesiądziemy do spacerówek, to może ten problem się rozwiąże - tylko  pewnie jakieś śpiworki wózkowe solidniejsze trzeba będzie znaleźć na  zimę do spacerówek.... Jeśli Ty masz Freestyle, ten sam model co ja, to  masz też spacerówki do niego, dobrze zgaduję? 

Ech, życzę z całego serca F., żeby przeszedł czym prędzej do  frakcji tłustawych! Jeśli tylko to będzie znaczyło, że ze zdrowiem  wychodzi na prostą... Słuchaj, a czy Ty jesteś w ogóle z małymi całkiem  sama, bez żadnej pomocy na co dzień?? Nie wyobrażam sobie w takim razie,  jak właściwie sobie radzisz, słowo daję, jesteś chyba najdzielniejszą  istotą, jaką znam! 

Co do nerwowości - u nas Pyś był nerwowy bardzo,  kiedy był malutki, teraz też do spokojnych nie należy, ale mam wrażenie,  że mu się trochę wyrównało.... Chyba pisałam Ci kiedyś, że ja w ramach  uspokajania go wymyśliłam masaże dla obojga. Wzięło się to stąd, że od  małego kąpiemy dzieci nie codziennie, tylko co drugi dzień, no i te  masaże to miały być tak na relaks, zamiast kąpieli w te dni, kiedy  ablucji wieczornych nie było. Miałam nadzieję, że dzięki temu będą  lepiej spać. Wydaje mi się, że pomogło, i że między innymi dzięki temu  Pychu trochę się wyluzował... Oczywiście, głowy nie dam, może to  przypadek albo tylko moje myślenie życzeniowe albo co... Pewnie myślisz  sobie, że oszalałam, namawiam Cię jeszcze na masaże, a Ty pewno nie masz  kiedy usiąść na chwilę... ale tak naprawdę, to w sumie można sobie  samodzielnie zadecydować, kiedy robić a kiedy nie (ja w tej chwili już  nie masuję ich co drugi dzień, bo nie mam na to czasu ani siły, ale raz  na parę dni się staram), no i ile taki masaż ma trwać (jeśli jestem  mocno zajęta albo zmęczona, to ograniczam się nawet do 10-15 minut na  dziecko, lepsze to, niż nic!). Włączam relaksującą muzyczkę,  zapalam kominek taki z olejkiem eterycznym relaksującym, do masowania  używam olejku brzoskwiniowego (albo kokosowego, albo w ogóle zwykłej  oliwki dla dzieci). Kiedyś cudowałam i podgrzewałam olejek w buteleczce  w podgrzewaczu do dzieciowych butelek, ale od dość dawna mam to w nosie  - wystarczy mocno rozetrzeć w dłoniach, żeby zyskał odpowiednią  temperaturę! Ponieważ u nas nie jest jakoś bardzo ciepło, rozbieram małe  do masażu i układam na poduszce elektrycznej, włączonej na 1-2 kreski i  przykrytej pieluszką. Teraz już nie widzę takiej różnicy, ale jak  zaczynałam, dałabym sobie rękę uciąć, że po takim masażu Pyś spał dużo  spokojniej. No więc chyba mogę powiedzieć, że u nas ta metoda raczej się  sprawdziła... 

No cóż, idę powoli spać, bo faktycznie przydałoby się trochę  zregenerować... moje dzieci co prawda chodzą spać prześlicznie o  dziewiątej i śpią twardo zwykle tak do pierwszej - drugiej w nocy (potem  bywa różnie), ale pechowo ja akurat nie mogę spać od tej dziewiątej do  drugiej z nimi, bo muszę ściągać pokarm około północy - bałabym się tego  nie robić, żeby nie stracić laktacji... bo, niestety, Pyś ma alergię,  no i stwierdziłam, że spróbuję karmić piersią oboje do roku...  zobaczymy, czy to się uda, ale próbować będę, bo P. twierdzi, że  ścisła dieta wyprowadza ponad 90% dzieci z alergii w ciągu pierwszego  roku życia. Oczywiście, dodatkowo jestem też na diecie ja - nie jem  produktów mlecznych tudzież innych mocno uczulających (czyli ograniczam  jajka, nie jem czekolady itd.). Prawdę mówiąc, na razie nie potrafię  sobie wyobrazić, jakie cudowne życie będę miała, jak to karmienie  piersią się skończy.... a tymczasem żegnam się powoli z jednoczesnym  karmieniem mojej dwójeczki, bo dwójeczka robi się coraz większa, nie  mieści się na poduszce do karmienia i w dodatku przeszkadza sobie  nawzajem w trakcie jedzenia coraz wybitniej...Więc już za chwilę będę  musiała karmić ich po kolei, co niewątpliwie zajmie dwa razy więcej  czasu, wolę na razie nie myśleć, jak to będzie wyglądało!.... 

Rozpisałam się okropnie - ech, idę ściągać i spać, trzymaj się! Aż mi  głupio nalegać, żebyś pisała, bo nie masz pewnie wolnej chwili dla  siebie... ale jak będziesz mogła, to od czasu do czasu dawaj sygnał, co  u Was, bo - nie ukrywam - ja się tu będę niepokoić cokolwiek.... Trzymaj się dzielnie jak dotąd! No i nadal Ci życzę, żeby ten spokój Cię  nie opuszczał, mimo wszystko, a dzieciom żeby się udzielał!

13 listopada 2014

A., ja na bardzo szybciutko, bo robota w pięty mnie gryzie (zlecenie mam na dzisiaj, a niania ma wolne, moja Mama siedzi dziś z Małymi w związku z tym, więc się muszę streścić... aczkolwiek zdarzało mi się już pracować i kończyć zlecenie, kiedy byłam z nimi sama, zastanawiam się teraz, jak to zrobiłam, widocznie w stresie człowiek może wszystko!).  Powiem tak: Kochana, zrób co tylko zdołasz, żeby zaopatrzyć się w, uwaga uwaga, niestety, mega wydatek, ale będziesz go błogosławić: SUSZARKĘ DO UBRAŃ. Ja wyczytałam jeszcze przed porodem na forum bliźniąt, że matki wynoszą to urządzenie pod niebiosa, twierdzą, że jest - przy kilkorgu dzieciach w domu - drugim najważniejszym urządzeniem po zmywarce, i ja się w 200 % z nimi zgadzam. Ciuchy wyprane strzepujesz, wrzucasz do suszarki, po wyjęciu składasz jeszcze ciepłe.... oprócz koszul męskich NIC wyjętego ze zmywarki nie wymaga prasowania!!!!  Odpada Ci poza tym wieszanie i ściąganie po wysuszeniu, to naprawdę ułatwia życie! Jeśli tylko możesz, to spraw sobie taką suszarkę. Jeśli się nie da inaczej, to weźcie na raty! Naprawdę warto w Twojej sytuacji.  Ja kiedyś myślałam, że suszarka wymaga podłączenia do systemu wentylacji i zrezygnowałam z niej, bo u nas nie było takiej możliwości - ale potem wyczytałam, że już nie wymaga, suszarka ma własny system kondensacji i co kilka suszeń po prostu wylewa się wodę ze specjalnego pojemnika, a sama suszarka może sobie stać zupełnie gdziekolwiek! Co więcej - jest tak lekka, że (jeśli masz taką możliwość oczywiście) można też na specjalnych wysięgnikach zamontować ją nad pralką! 

Mój P. miał w pewnym momencie taki pomysł, że mi zrobi jakiś prezent z okazji urodzenia bliźniąt, coś przebąkiwał o złotej biżuterii (he he, zamiast tego w końcu niechcący zgubił moją obrączkę i pierścionek zaręczynowy, kiedy byłam w szpitalu, wcześniej je odłożyłam i nie nosiłam bo mi palce spuchły, no i nie znalazły się!), a ja twardo upierałam się, że nic nie chcę, tylko suszarkę. No i się ugiął w końcu, a ja do tej pory uważam, że to była najmądrzejsza rzecz, jaką mogliśmy kupić!  

A druga sprawa - mały wydatek, przy moich ułatwiający życie bardzo. Jak Ci pisałam, do masażu kładę moich małych na elektrycznej poduszce.  Wymyśliłam ten patent i jestem z siebie strasznie dumna, bo moje dzieci TEŻ nienawidzą, kiedy jest im zimno po kąpieli. Dlatego przed rozebraniem do kąpieli przygotowuję poduszkę, podgrzewam ją, rozścielam na wierzchu pieluszkę - i dziecko wytarte kładę od razu na nagrzaną poduszkę! Malutka zawsze po kąpieli darła się wniebogłosy, że jej zimno, Pyś też nie lubi zmiany temperatury - wyobraź sobie, że po przerzuceniu na poduszkę natychmiast cichną, nawet, jeśli przed chwilą się darli, bo podczas wycierania ręcznikiem odsłoniła się na chwilę (i marzła!) ręka albo noga... Przypuszczam, że F., jeśli dostaje spazmów, mogłabyś kłaść na tej poduszce także do rozbierania, potem przerzucać do wanienki, potem znowu z powrotem na poduszkę  - słowo Ci daję, na moich ta poduszka działa jak magiczna różdżka po prostu! A taką, jak moja, można na Allegro kupić za niecałe 40 zł - ja swoją zresztą kupiłam parę lat temu, bo też jestem zmarźluch, i pocieszałam się nią od czasu do czasu w wyjątkowo zimne wieczory, poducha przeszła u nas na pełen etat dopiero po urodzeniu dzieci, kiedy skończyło się lato!  

Z karmieniem piersią, to wiesz - po prostu uważam, że nie ma za bardzo wyjścia - widzę efekty, kiedy jesteśmy z Pychem na diecie (wysypka bardzo blednie, chociaż właściwie nigdy całkiem nie znika), a ja jestem alergik od zawsze i wiem, jaka to przyjemność, więc staję na uszach, żeby zapewnić Pysiowi jak najwyższe prawdopodobieństwo, że się tego upierdlistwa pozbędzie....  Chociaż prawdę mówiąc, wizja kolejnych 7-8 miesięcy z dziećmi przy cycku napawa mnie pewną grozą. Ale czas leci szybko!... Więc i to pewnie zleci!.... 

Podziwiam Cię ogromnie, że wyregulowałaś swoich, bo wiem, jak to ciężko.... u mnie także zasypiają około 21.00 - pociesz się, że kiedy F. nadrobi z wagą, przestanie się budzić w nocy na karmienia i wtedy dopiero to wyregulowanie zacznie Ci procentować możliwością przespania błogo całej nocy!... Fakt, że u mnie wieczory też są upiorne, ostatnia godzina przed ostatnim karmieniem to jest jakiś kosmos - zastanawiałam się nawet, czy nie próbować o tę godzinę wcześniej kłaść ich spać, ale to jakoś tajemniczo nie wychodzi, nie wiem, dlaczego...  

Gratulacje i pozdrowienia dla siostry! :) Tak sobie cichutko myślę, że jedno dziecko to chyba czysta rozkosz macierzyństwa :) Po pierwsze, możesz spać wtedy, kiedy to robi Twoje dziecko (nie ma drugiego, które w tym czasie by NIE spało, no nie?) - i nie masz nieustającego dylematu, do którego podejść, które wziąć na ręce, które najpierw przewinąć, itd., itd., znanego chyba wszystkim rodzicom, a zwłaszcza matkom bliźniąt.... :)  Poza tym, oczywiście, nieustająco podziwiam Cię,. że sobie radzisz z Małymi mimo choroby F. i jesteś dzielna, nie tracisz ducha, nie popadasz w czarną rozpacz i w ogóle, twarda z Ciebie babka - stałaś się dla mnie, prawdę mówiąc, czymś w rodzaju punktu odniesienia. Jak mi narzeka ktoś, kto ma zdrowe dzieci i właściwie żadnych większych problemów (poza takimi, że np. dzieci kataru dostały, albo pracy jest dużo, albo niania się stawia, czy coś), to sobie myślę o Tobie i o tej pogodzie ducha, która, moim zdaniem, mimo wszystko gdzieś tam przebija z Twoich maili i o tym, że w takiej sytuacji Ty NADAL potrafisz docenić, że masz dwójkę super dzieciaków.... chyba zrobię się mało tolerancyjna wobec narzekających na pierdoły...  

A co do zasypiania z F. - ja już nie raz przekonałam się, że lepiej słuchać własnego instynktu, niż upierać się na "książkowe" wychowywanie. U nas na przykład jest tak, że Pychu został fanem jedzenia łyżeczką. Ku naszemu śmiertelnemu zdumieniu, na widok łyżeczki otwiera szeroko buzię, po czym zjada zawartość, mlaszcząc smakowicie. Malutka natomiast od początku po kilku łyżeczkach czegokolwiek, każdy posiłek oblewa rzęsiście łzami. Początkowo błędnie to interpretowałam, że jej nie smakuje.... po czym okazało się, że każdy posiłek rozrzedzony i podany w butelce, zamiast łyżeczki, jest zjadany bez protestów (no dobra, marchewka również bez entuzjazmu, ale jednak!).  No więc stwierdziłam, że chrzanię to serdecznie, nie będę dziecka siłą przestawiać na łyżeczkę - teraz podobno są takie wytyczne, żeby w ogóle kaszkami i innymi maziami karmić TYLKO łyżeczką, a ja mam to w nosie. Niech sobie dziecko je, jak chce.... jakoś nie wierzę, że do dorosłości będzie WOLAŁA z butelki!....  :)  

No, to mi wyszło szybciutko i w ogóle zwięźle!!! Pozdrawiam Cię gorąco! Trzymajcie się,


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz