27 sierpnia 2014
O rety :( Jesteś moją bohaterką, słowo! Ja ostatnio też w kociokwiku, do tego stopnia, że rzeczy do Was jeszcze nie
wysłałam, P. je wozi w samochodzie...
zmobilizuję się najdalej jutro, przysięgam! Miałam teraz ciąg wizyt rodzinnych, z jednej strony niby
fajnie, bo wszyscy oczywiście zabawiają
dzieci, no, ale do czasu, a potem, kiedy je trzeba położyć spać, dzieci są rozbudzone, rozbawione
i ni cholery zasnąć nie chcą :( no i
roboty jednak przy gościach parę razy więcej, a nie mniej... marzę o tym, żeby wreszcie mieć
chociaż tydzień z dziećmi i z P. tylko,
na spokojnie, bez elementów rozpraszających, wprowadzić im własne zwyczaje, jakieś ramy stworzyć albo
co... na razie mam uczucie, że tkwię w
chaosie, niestety, i dopóki wszyscy dookoła nie znikną z horyzontu, to tego nie ogarnę!
Kurczę, nie mogę teraz długo pisać, ale
to Ci MUSZĘ napisać: P. pacjentka poleciła nam urządzonko, które zwie się "KATAREK PLUS". Jest
to odciągacz katarku dla maluchów 0+,
który podłącza się - nie, NIE żartuję - do odkurzacza. Przetestowałam. To działa! Dzieci wyją
najwyżej pół sekundy, po wyłączeniu
odkurzacza są przyjemnie zdziwione, że nos wolny i łatwiej oddychać. Ja też myślałam, że to dowcip, ale
nie. Urządzenie jest na Allegro za 49 zł
(wersja lepsza, model PLUS, który można rozkładać do mycia). Napiszę porządniej, jak tylko zdołam,
na razie biegnę sprzątać po gościach
(dzisiaj wyjechali... w piątek wracają... uff) i oporządzać dzieci, bo się obudziły! Uściski i buziaki dla
Was!
19 września 2014
No, cześć! Co tam u Was???? Stuknij chociaż ze dwa słówka, żebym wiedziała,
że wszystko w porządku. U nas zanosi się na JEDNĄ WIELKĄ ZMIANĘ. Tfu,
przez lewe ramię i w nieodmalowane drewno, żeby nie zapeszyć, ale wygląda na
to, że .... chyba.... obym się nie myliła.... moje dzieci będą niebawem
przesypiały noce. To, co jeszcze niedawno wydawało się absolutnie niemożliwe,
teraz stało się całkiem realne.
A jak to się stało? Prawdę mówiąc,
odwrotnie, niż bym się spodziewała!... Do pewnego momentu usiłowałam z dziećmi
walczyć, a przesypianie nocy - wymusić. Dzieci tymczasem walczyły ze mną, nie
akceptując narzucanego im odgórnie harmonogramu. Wyglądało to tak: ja
usiłowałam maksymalnie opóźnić ostatnie karmienie, żeby dzieci nie budziły się
wcześniej, niż rano, a dzieci usiłowały zapaść w sen jak najwcześniej, żeby
następnie obudzić się na karmienie między drugą a czwartą.... Apogeum
osiągnęliśmy dokładnie tydzień temu. Ja się uparłam (po raz kolejny!) i
wybudziłam ich na karmienie o pierwszej w nocy w nadziei, że dzięki temu pośpią
do rana.... Bunt na pokładzie, jaki w ten sposób wywołałam, przerósł moje
najśmielsze wyobrażenia. Przez resztę nocy budzili się jak w
zegarku CO TRZY GODZINY, dzikim wrzaskiem wymuszając karmienie, a rano oboje byli przeżarci, nadęci i niezadowoleni z
życia... od tamtej pory powiedziałam sobie "dość". Trudno,
stwierdziłam, jeśli chcą spać od dziewiątej wieczorem do trzeciej w nocy, to ja
się dostosuję, najwyżej będę spać w tym czasie razem z nimi, jakoś wytrzymam -
kiedyś przecież zrezygnują z siedmiu karmień na dobę. Ku mojemu śmiertelnemu
zdumieniu, kiedy odpuściłam, okazało się, że dzieci z własnej woli powolutku
rezygnują z tego nieszczęsnego karmienia o trzeciej.... a przesypianie nocy do
szóstej rano staje się już niemal regułą!
A zatem - jeśli Twoi w nocy spać nie
chcą, to nie trać ducha i wypróbuj moją metodę! Ja wcześniej kombinowałam
różnie, przeciągałam właśnie to ostatnie karmienie, karmiłam ich wieczorami
częściej - co 2 godziny - zgodnie z zaleceniami "Zaklinaczki dzieci",
i zawsze przynosiło to skutki negatywne. Okazało się, że najlepiej zaufać
dzieciom i pozwolić im jeść tak, jak chcą.... Tego, zaiste, nie przewidziałam.
A jeśli Twoi od razu nie zechcą zrezygnować (zakładam, że pewnie nadal w nocy
jadają?) to się nie przejmuj - prędzej czy później powinni sami uznać, że
mniejsza liczba karmień wystarczy. U moich to się zbiegło w czasie z
nadrobieniem masy ciała - Pyś nadrobił szybciej i jest już większy od Malutkiej,
chociaż urodził się mniejszy, i szybciej zaczął przesypiać noce. Malutka,
obecnie trochę od niego mniejsza i drobniejsza, broniła się dłużej. Tym
niemniej - zdaje się, że po prostu przychodzi taki moment, kiedy dziecko
przestaje potrzebować tych karmień co 3 godziny - a w przypadku wcześniaków,
mam wrażenie, że to wtedy, kiedy już w miarę "nadrobią straty" do
rówieśników. Tak przynajmniej było u nas...
Aj, kończę na razie, bo muszę
wracać do pracy - bo zaczęłam po troszku pracować, korzystając z uprzejmości
dzieci w ustalaniu rytmu dobowego... o czym w następnym mailu. No, ale daj
znać, choćby króciutko, czy u Was wszytko OK, bo dawno się nie odzywałaś... jak
F.???? Zdrówka dla Was wszystkich, a dla niego przede wszystkim! Trzymajcie się
cieplutko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz