czwartek, 2 kwietnia 2015

Z listów do A. - część 11

27 sierpnia 2014
O rety :( Jesteś moją bohaterką, słowo! Ja ostatnio też w kociokwiku, do  tego stopnia, że rzeczy do Was jeszcze nie wysłałam, P. je wozi w  samochodzie... zmobilizuję się najdalej jutro, przysięgam! Miałam teraz  ciąg wizyt rodzinnych, z jednej strony niby fajnie, bo wszyscy  oczywiście zabawiają dzieci, no, ale do czasu, a potem, kiedy je trzeba  położyć spać, dzieci są rozbudzone, rozbawione i ni cholery zasnąć nie  chcą :( no i roboty jednak przy gościach parę razy więcej, a nie  mniej... marzę o tym, żeby wreszcie mieć chociaż tydzień z dziećmi i z  P. tylko, na spokojnie, bez elementów rozpraszających, wprowadzić  im własne zwyczaje, jakieś ramy stworzyć albo co... na razie mam  uczucie, że tkwię w chaosie, niestety, i dopóki wszyscy dookoła nie  znikną z horyzontu, to tego nie ogarnę! Kurczę, nie mogę teraz długo  pisać, ale to Ci MUSZĘ napisać: P. pacjentka poleciła nam urządzonko,  które zwie się "KATAREK PLUS". Jest to odciągacz katarku dla maluchów  0+, który podłącza się - nie, NIE żartuję - do odkurzacza.  Przetestowałam. To działa! Dzieci wyją najwyżej pół sekundy, po  wyłączeniu odkurzacza są przyjemnie zdziwione, że nos wolny i łatwiej  oddychać. Ja też myślałam, że to dowcip, ale nie. Urządzenie jest na  Allegro za 49 zł (wersja lepsza, model PLUS, który można rozkładać do  mycia). Napiszę porządniej, jak tylko zdołam, na razie biegnę sprzątać po  gościach (dzisiaj wyjechali... w piątek wracają... uff) i oporządzać  dzieci, bo się obudziły! Uściski i buziaki dla Was!

19 września 2014

No, cześć! Co tam u Was???? Stuknij chociaż ze dwa słówka, żebym wiedziała, że wszystko w porządku.  U nas zanosi się na JEDNĄ WIELKĄ ZMIANĘ. Tfu, przez lewe ramię i w nieodmalowane drewno, żeby nie zapeszyć, ale wygląda na to, że .... chyba.... obym się nie myliła.... moje dzieci będą niebawem przesypiały noce. To, co jeszcze niedawno wydawało się absolutnie niemożliwe, teraz stało się całkiem realne. 

 A jak to się stało? Prawdę mówiąc, odwrotnie, niż bym się spodziewała!... Do pewnego momentu usiłowałam z dziećmi walczyć, a przesypianie nocy - wymusić. Dzieci tymczasem walczyły ze mną, nie akceptując narzucanego im odgórnie harmonogramu.  Wyglądało to tak: ja usiłowałam maksymalnie opóźnić ostatnie karmienie, żeby dzieci nie budziły się wcześniej, niż rano, a dzieci usiłowały zapaść w sen jak najwcześniej, żeby następnie obudzić się na karmienie między drugą a czwartą.... Apogeum osiągnęliśmy dokładnie tydzień temu. Ja się uparłam (po raz kolejny!) i wybudziłam ich na karmienie o pierwszej w nocy w nadziei, że dzięki temu pośpią do rana.... Bunt na pokładzie, jaki w ten sposób wywołałam, przerósł moje najśmielsze wyobrażenia. Przez resztę nocy budzili się jak w zegarku CO TRZY GODZINY, dzikim wrzaskiem wymuszając karmienie, a rano oboje byli przeżarci, nadęci i niezadowoleni z życia... od tamtej pory powiedziałam sobie "dość". Trudno, stwierdziłam, jeśli chcą spać od dziewiątej wieczorem do trzeciej w nocy, to ja się dostosuję, najwyżej będę spać w tym czasie razem z nimi, jakoś wytrzymam - kiedyś przecież zrezygnują z siedmiu karmień na dobę. Ku mojemu śmiertelnemu zdumieniu, kiedy odpuściłam, okazało się, że dzieci z własnej woli powolutku rezygnują z tego nieszczęsnego karmienia o trzeciej.... a przesypianie nocy do szóstej rano staje się już niemal regułą! 

A zatem - jeśli Twoi w nocy spać nie chcą, to nie trać ducha i wypróbuj moją metodę! Ja wcześniej kombinowałam różnie, przeciągałam właśnie to ostatnie karmienie, karmiłam ich wieczorami częściej - co 2 godziny - zgodnie z zaleceniami "Zaklinaczki dzieci", i zawsze przynosiło to skutki negatywne.  Okazało się, że najlepiej zaufać dzieciom i pozwolić im jeść tak, jak chcą.... Tego, zaiste, nie przewidziałam. A jeśli Twoi od razu nie zechcą zrezygnować (zakładam, że pewnie nadal w nocy jadają?) to się nie przejmuj - prędzej czy później powinni sami uznać, że mniejsza liczba karmień wystarczy. U moich to się zbiegło w czasie z nadrobieniem masy ciała - Pyś nadrobił szybciej i jest już większy od Malutkiej, chociaż  urodził się mniejszy, i szybciej zaczął przesypiać noce. Malutka, obecnie trochę od niego mniejsza i drobniejsza, broniła się dłużej. Tym niemniej - zdaje się, że po prostu przychodzi taki moment, kiedy dziecko przestaje potrzebować tych karmień co 3 godziny - a w przypadku wcześniaków, mam wrażenie, że to wtedy, kiedy już w miarę "nadrobią straty" do rówieśników. Tak przynajmniej było u nas... 

Aj, kończę na razie, bo muszę wracać do pracy - bo zaczęłam po troszku pracować, korzystając z uprzejmości dzieci w ustalaniu rytmu dobowego... o czym w następnym mailu. No, ale daj znać, choćby króciutko, czy u Was wszytko OK, bo dawno się nie odzywałaś... jak F.???? Zdrówka dla Was wszystkich, a dla niego przede wszystkim! Trzymajcie się cieplutko! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz