8 sierpnia 2014
Wreszcie sprężyłam się i odpowiadam!! :) Mam nadzieję, że u Was wszystko
dobrze, chociaż przypuszczam, że masz w domu niezły kociokwik przy dwójeczce,
no nie??? Teraz rozumiem Dobre Rady Krewnych i Znajomych Królika pt.
"korzystaj z pomocy, kiedy tylko nadarza się okazja".... Wiesz,
ja sobie radzę sama tylko wtedy, kiedy muszę, a muszę - kiedy akurat moja Mama
odpoczywa od nas ;) u siebie w domu (przyjeżdża nadal i przez czas dłuższy na
pewno będzie przyjeżdżać jeszcze do nas na parę dni albo dłużej co 2 tygodnie,
tak jesteśmy z Nią umówieni, żebyśmy mogli trochę odespać, póki maluchy budzą
się co 3-4 h na karmienie, i od czasu do czasu też pojechać gdzieś razem i
załatwić swoje sprawy). Z reguły jestem z dziećmi sama nie dłużej niż,
powiedzmy, do maksymalnie 7-8 godzin łącznie w ciągu dnia, kiedy mój mąż jest w
pracy, albo na wizytach domowych, albo w sklepie, albo idzie popływać w
pobliskim zalewie, żeby nie zwariować :) Fakt, że jest to trochę męczące,
ale da się wytrzymać. Co prawda moje dzieci w ciągu dnia sypiają coraz mniej
(ale to mnie w sumie cieszy, bo do pewnego momentu Malutka spała naprawdę
BARDZO dużo i miałam takie wrażenie, że ona przesypia ten czas, kiedy Pyś się
rozwija! :) A teraz to się jakoś wyrównało w miarę, uff), ale za to powolutku wydłużają
im się przerwy nocne między karmieniami - dobijamy do 4-5 godzin i mam ogromną
nadzieję, że za czas jakiś w ogóle przestaną się budzić w środku nocy.... No,
ale - cierpliwości.
Jak dla mnie, to Ty jesteś bohaterką, że ogarniasz teraz dwójkę, w tym
F. ze stomią, w dodatku oboje karmionych butelkami... Szczerze powiedziawszy,
mnie jest łatwiej karmić piersią, niż butelką, bo piersią mogę zatkać oba moje
pyszczki naraz. Mam bajerancką poduchę do karmienia i jak ich przystawiam
razem, to jestem w stanie nawet czasami książkę chwilę poczytać (!!!) -
no, nie zawsze, bo czasami jedno jest wkurzone, albo dwoje, łapią pierś i
wypuszczają, i awanturują się przy tym okropnie (no, Malutka dużo mniej, bo ona
jest niespotykanie spokojną osobą, ale Pyś nadrabia za to za oboje). A z
butelkami to sama wiesz, jak jest - trzeba przygotować mleczko, z reguły ja się
z tym spóźniam, więc towarzyszy mi akompaniament drących się z głodu
Paszczaków, potem karmić razem za bardzo też się nie da, bo mlekiem z butelki -
moi przynajmniej - bardziej się zachłystują i częściej ich trzeba odbijać, i
czasami jak próbuję ich butelkami karmić jednocześnie, kiedy krzyczą, że są
okropnie głodni, żałuję, że nie mam ośmiu rąk... no i sterylizowanie tych
butelek itd. itp. Mnie się czasami udaje nakarmić TYLKO z piersi i wtedy
mam w ogóle - relatywnie - święty spokój. Fakt, że trwa to potwornie
długo, bo przy piersi dzieci najchętniej zasypiają, no ale przynajmniej nie
muszę się obtykać z butelkami...
O rany, znowu któreś wyje, co prawda P., M. i moja Mama są na miejscu, ale
zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że i ja się powinnam dziećmi zainteresować,
więc lecę póki co, a jak będę miała chwilę, postaram się pisać dalej... Mam
nadzieję, że F. udało Wam się już odchuchać, a jak H.? Czy Wasze dzieci widzą
się nawzajem (skoro łapali się za ręce przez sen)? Moi nadal się dość
konsekwentnie ignorują (Malutka czasami przygląda się Pysiowi badawczo w czasie
wspólnego karmienia piersią, jakby się zastanawiała, co to za jeden, ten przy
drugim cycku :)) No tak, coś sklamrzy, obstawiam Pysia, który ma kolejny napad
wilczego apetytu i jak zwykle nie chce spać! Trzymajcie się cieplutko i
dzielnie! PS Napisz mi, jakie wymiary mają w tej chwili Twoje dzieci i jakie
noszą rozmiary? Bo moi wyrastają z ciuchów w takim tempie, że już pewnie
moglibyśmy odstąpić Wam kolejną porcję!
20 sierpnia 2014
Och, jak ja Cię rozumiem! .... Moja Mama wyjechała w
niedzielę wieczorem i od tego czasu usiłujemy znowu ogarnąć rzeczywistość we
czwórkę... co oznacza "we trójkę" w godzinach, kiedy P. jest w pracy.
Desperackie wysiłki, żeby wyeliminować małym jeden posiłek w ciągu nocy,
spełzają jak dotąd na niczym. Każda noc jest inna, ale jedzenia domagają się konsekwentnie
;) co trzy godziny albo niewiele rzadziej. Wczoraj nakarmiliśmy "pod
korek" o północy, położyliśmy się spać, zmrole obudziły się z wrzaskiem
już przed trzecią.... udałam głupią- błyskawicznie przewinęłam, najpierw jedno,
potem drugie, zatkałam paszczęki smoczkami, owinęłam kocykami i udałam się do
własnego łóżka. Nie byli zachwyceni, złorzeczyli sobie po cichu każde w swoim
łóżeczku - ale przetrzymałam ich w ten sposób do w pół do piątej, co uważałabym
za pewien sukces, gdyby nie świadomość, że dzisiaj oto mamy nowy dzień i kto
wie, co on (a także noc, która po nim nastąpi) przyniesie....
Ogólnie u nas też jest tak, że Księżniczka Malutencja
w porównaniu z bratem jest istotą cichą i bezwonną (no, z tym ostatnim różnie
bywa!), ale ... ALE!... niech tylko Pychu wpadnie w dobry humor, leży sobie i
gaworzy – Malutka natychmiast uznaje, że czas przejąć pałeczkę, i zaczyna wyć
:) Nie wiem, jakim cudem się dogadują, ale mam wrażenie, że ustalili to już w
życiu płodowym :) System działa niezawodnie :)
W dodatku ostatnio w domu wszytko nam się sypie -w
ciągu jednego tygodnia wysiadł (wbudowany w szafkę, niestety) ekspres do kawy i
mikrofalówka (tu padła na nas groza, bo sterylizator mamy do mikrofali, P. czym
prędzej przyniósł zastępczą z pracy),odpadła mi szuflada od zamrażarki, wczoraj
zlew kuchenny zatkał się na maksa, a przy próbach przetykania kwas wyżarł plamy
na blacie kuchennym, no - po prostu kosmos. Dodatkowo popsuła się nawigacja
GPS, która jest na gwarancji, jak przeczytałam procedurę odesłania do serwisu,
to mi ręce i majtki opadły, procedura ma 12 punktów i nie wiem, czy zdążę ją
zrealizować przed wygaśnięciem gwarancji :) Ale w pierwszej wolnej chwili
uporządkuję ciuchy i wyślę do Was!
U nas, niestety, też występuje problem dwóch różnych
mieszanek. Jako, że Pysia nam wysypało dość mocno na policzkach, P. zarządził,
że przechodzimy na BP, no i zobaczymy, co dalej... więc teraz, kiedy dostają
mieszankę, to każde swoją. Sama wiesz, jakie to uciążliwe... w dodatku trzeba
się pilnować, żeby nie pomylić butelek! Mam nadzieję, że BP wystarczy, i nie
będziemy musieli przechodzić na N., który podobno jest dość paskudny w smaku.
Co prawda Pychu, żerte dziecko, prawdopodobnie pochłonie wszystko bezkrytycznie,
ale nigdy nie wiadomo, wolałabym nie musieć próbować....
Tymczasem przystąpiłam do kolejnego eksperymentu na
dzieciach. Ponieważ Pyś jest mocno, moim zdaniem, nadpobudliwy i nerwowy, trudno
go wyciszyć, miewa kłopoty z zaśnięciem i trzeba uważać, żeby go w ciągu dnia
nie przestymulować - postanowiłam spróbować masażu. Nabyłam książkę pod dumnym
tytułem "Masaż niemowlęcia", no i od dzisiaj próbuję. Książka trochę nawiedzona,
wywodzi się chyba z Indii i coś tam jest o jakichś ajurwedach, ale postanowiłam
to zignorować. Moje dzieci miewają bóle zbliżone do kolki - wczoraj masowałam
brzuszek podczas takich boleści zgodnie z zaleceniami z książki, i mam
wrażenie, że kolka ustąpiła dzięki temu szybciej niż zwykle... Zachęcona tym wynikiem,
postanowiłam masować dzieci codziennie rano i co drugi dzień - wieczorem (bo my
co drugi dzień kąpiemy). Jeden masaż zajmuje około 10 do 15 minut. Liczę na to,
ze Pyś będzie dzięki temu bardziej wyluzowany i zadowolony z życia, a Malutka –
że będzie miała ze mną codziennie taki fajny kontakt "sam na sam"
(cały czas mi się wydaje, że Pysiowi siłą rzeczy poświęcamy więcej uwagi!). W
książce jest coś o rozmaitych olejkach eterycznych, ale postanowiłam używać
wyłącznie oliwki Johnson &Johnson, żeby nie zwiększać prawdopodobieństwa
alergii. Przelałam trochę do małej buteleczki, którą podgrzewam w dzieciowym podgrzewaczu
do butelek, tak, żeby oliwka była ciepła, i masuję. Jest to fajne. Jeśli uda Ci
się znaleźć na to te 20 minut dziennie, to moim zdaniem chyba warto, dzieciom
się podoba. Po porannym karmieniu odłożyłam ich do łóżeczek, sama się ubrałam,
zjadłam śniadanie, a potem przewinęłam, wymasowałam, przebrałam w ciuszki na
dzień, zawinęłam w kocyki, otworzyłam im okno, żeby pooddychali świeżym
powietrzem, i teraz tak się relaksują, że pora karmienia już nadeszła, a u
dzieci cicho - chyba sama pójdę ich obudzić zaraz na jedzenie... jestem w
lekkim szoku! Nie spodziewałam się, że tak się po masażu wyluzują, że uda mi
się takiego porządnego maila do Ciebie napisać! W takim razie lecę karmić, a Ty
trzymaj się cieplutko! W tym tygodniu będziemy jechali do miasta - przygotuję
ubranka do wysłania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz