środa, 1 kwietnia 2015

Z listów do A. - część 10

 
8 sierpnia 2014

Wreszcie sprężyłam się i odpowiadam!! :) Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze, chociaż przypuszczam, że masz w domu niezły kociokwik przy dwójeczce, no nie??? Teraz rozumiem Dobre Rady Krewnych i Znajomych Królika pt. "korzystaj z pomocy, kiedy tylko nadarza się okazja"....  Wiesz, ja sobie radzę sama tylko wtedy, kiedy muszę, a muszę - kiedy akurat moja Mama odpoczywa od nas ;) u siebie w domu (przyjeżdża nadal i przez czas dłuższy na pewno będzie przyjeżdżać jeszcze do nas na parę dni albo dłużej co 2 tygodnie, tak jesteśmy z Nią umówieni, żebyśmy mogli trochę odespać, póki maluchy budzą się co 3-4 h na karmienie, i od czasu do czasu też pojechać gdzieś razem i załatwić swoje sprawy). Z reguły jestem z dziećmi sama nie dłużej niż, powiedzmy, do maksymalnie 7-8 godzin łącznie w ciągu dnia, kiedy mój mąż jest w pracy, albo na wizytach domowych, albo w sklepie, albo idzie popływać w pobliskim zalewie, żeby nie zwariować :)  Fakt, że jest to trochę męczące, ale da się wytrzymać. Co prawda moje dzieci w ciągu dnia sypiają coraz mniej (ale to mnie w sumie cieszy, bo do pewnego momentu Malutka spała naprawdę BARDZO dużo i miałam takie wrażenie, że ona przesypia ten czas, kiedy Pyś się rozwija! :) A teraz to się jakoś wyrównało w miarę, uff), ale za to powolutku wydłużają im się przerwy nocne między karmieniami - dobijamy do 4-5 godzin i mam ogromną nadzieję, że za czas jakiś w ogóle przestaną się budzić w środku nocy.... No, ale - cierpliwości.

Jak dla mnie, to Ty jesteś bohaterką,  że ogarniasz teraz dwójkę, w tym F. ze stomią, w dodatku oboje karmionych butelkami... Szczerze powiedziawszy, mnie jest łatwiej karmić piersią, niż butelką, bo piersią mogę zatkać oba moje pyszczki naraz. Mam bajerancką poduchę do karmienia i jak ich przystawiam razem, to jestem w stanie nawet czasami książkę chwilę poczytać (!!!)  - no, nie zawsze, bo czasami jedno jest wkurzone, albo dwoje, łapią pierś i wypuszczają, i awanturują się przy tym okropnie (no, Malutka dużo mniej, bo ona jest niespotykanie spokojną osobą, ale Pyś nadrabia za to za oboje). A  z butelkami to sama wiesz, jak jest - trzeba przygotować mleczko, z reguły ja się z tym spóźniam, więc towarzyszy mi akompaniament drących się z głodu Paszczaków, potem karmić razem za bardzo też się nie da, bo mlekiem z butelki - moi przynajmniej - bardziej się zachłystują i częściej ich trzeba odbijać, i czasami jak próbuję ich butelkami karmić jednocześnie, kiedy krzyczą, że są okropnie głodni, żałuję, że nie mam ośmiu rąk... no i sterylizowanie tych butelek itd. itp.  Mnie się czasami udaje nakarmić TYLKO z piersi i wtedy mam w ogóle - relatywnie - święty spokój.  Fakt, że trwa to potwornie długo, bo przy piersi dzieci najchętniej zasypiają, no ale przynajmniej nie muszę się obtykać z butelkami...

O rany, znowu któreś wyje, co prawda P., M. i moja Mama są na miejscu, ale zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że i ja się powinnam dziećmi zainteresować, więc lecę póki co, a jak będę miała chwilę, postaram się pisać dalej... Mam nadzieję, że F. udało Wam się już odchuchać, a jak H.? Czy Wasze dzieci widzą się nawzajem (skoro łapali się za ręce przez sen)? Moi nadal się dość konsekwentnie ignorują (Malutka czasami przygląda się Pysiowi badawczo w czasie wspólnego karmienia piersią, jakby się zastanawiała, co to za jeden, ten przy drugim cycku :)) No tak, coś sklamrzy, obstawiam Pysia, który ma kolejny napad wilczego apetytu i jak zwykle nie chce spać! Trzymajcie się cieplutko i dzielnie! PS Napisz mi, jakie wymiary mają w tej chwili Twoje dzieci i jakie noszą rozmiary? Bo moi wyrastają z ciuchów w takim tempie, że już pewnie moglibyśmy odstąpić Wam kolejną porcję!

20 sierpnia 2014

Och, jak ja Cię rozumiem! .... Moja Mama wyjechała w niedzielę wieczorem i od tego czasu usiłujemy znowu ogarnąć rzeczywistość we czwórkę... co oznacza "we trójkę" w godzinach, kiedy P. jest w pracy. Desperackie wysiłki, żeby wyeliminować małym jeden posiłek w ciągu nocy, spełzają jak dotąd na niczym. Każda noc jest inna, ale jedzenia domagają się konsekwentnie ;) co trzy godziny albo niewiele rzadziej. Wczoraj nakarmiliśmy "pod korek" o północy, położyliśmy się spać, zmrole obudziły się z wrzaskiem już przed trzecią.... udałam głupią- błyskawicznie przewinęłam, najpierw jedno, potem drugie, zatkałam paszczęki smoczkami, owinęłam kocykami i udałam się do własnego łóżka. Nie byli zachwyceni, złorzeczyli sobie po cichu każde w swoim łóżeczku - ale przetrzymałam ich w ten sposób do w pół do piątej, co uważałabym za pewien sukces, gdyby nie świadomość, że dzisiaj oto mamy nowy dzień i kto wie, co on (a także noc, która po nim nastąpi) przyniesie....

Ogólnie u nas też jest tak, że Księżniczka Malutencja w porównaniu z bratem jest istotą cichą i bezwonną (no, z tym ostatnim różnie bywa!), ale ... ALE!... niech tylko Pychu wpadnie w dobry humor, leży sobie i gaworzy – Malutka natychmiast uznaje, że czas przejąć pałeczkę, i zaczyna wyć :) Nie wiem, jakim cudem się dogadują, ale mam wrażenie, że ustalili to już w życiu płodowym :) System działa niezawodnie :)  

W dodatku ostatnio w domu wszytko nam się sypie -w ciągu jednego tygodnia wysiadł (wbudowany w szafkę, niestety) ekspres do kawy i mikrofalówka (tu padła na nas groza, bo sterylizator mamy do mikrofali, P. czym prędzej przyniósł zastępczą z pracy),odpadła mi szuflada od zamrażarki, wczoraj zlew kuchenny zatkał się na maksa, a przy próbach przetykania kwas wyżarł plamy na blacie kuchennym, no - po prostu kosmos. Dodatkowo popsuła się nawigacja GPS, która jest na gwarancji, jak przeczytałam procedurę odesłania do serwisu, to mi ręce i majtki opadły, procedura ma 12 punktów i nie wiem, czy zdążę ją zrealizować przed wygaśnięciem gwarancji :) Ale w pierwszej wolnej chwili uporządkuję ciuchy i wyślę do Was!

U nas, niestety, też występuje problem dwóch różnych mieszanek. Jako, że Pysia nam wysypało dość mocno na policzkach, P. zarządził, że przechodzimy na BP, no i zobaczymy, co dalej... więc teraz, kiedy dostają mieszankę, to każde swoją. Sama wiesz, jakie to uciążliwe... w dodatku trzeba się pilnować, żeby nie pomylić butelek! Mam nadzieję, że BP wystarczy, i nie będziemy musieli przechodzić na N., który podobno jest dość paskudny w smaku. Co prawda Pychu, żerte dziecko, prawdopodobnie pochłonie wszystko bezkrytycznie, ale nigdy nie wiadomo, wolałabym nie musieć próbować....

Tymczasem przystąpiłam do kolejnego eksperymentu na dzieciach. Ponieważ Pyś jest mocno, moim zdaniem, nadpobudliwy i nerwowy, trudno go wyciszyć, miewa kłopoty z zaśnięciem i trzeba uważać, żeby go w ciągu dnia nie przestymulować - postanowiłam spróbować masażu. Nabyłam książkę pod dumnym tytułem "Masaż niemowlęcia", no i od dzisiaj próbuję. Książka trochę nawiedzona, wywodzi się chyba z Indii i coś tam jest o jakichś ajurwedach, ale postanowiłam to zignorować. Moje dzieci miewają bóle zbliżone do kolki - wczoraj masowałam brzuszek podczas takich boleści zgodnie z zaleceniami z książki, i mam wrażenie, że kolka ustąpiła dzięki temu szybciej niż zwykle... Zachęcona tym wynikiem, postanowiłam masować dzieci codziennie rano i co drugi dzień - wieczorem (bo my co drugi dzień kąpiemy). Jeden masaż zajmuje około 10 do 15 minut. Liczę na to, ze Pyś będzie dzięki temu bardziej wyluzowany i zadowolony z życia, a Malutka – że będzie miała ze mną codziennie taki fajny kontakt "sam na sam" (cały czas mi się wydaje, że Pysiowi siłą rzeczy poświęcamy więcej uwagi!). W książce jest coś o rozmaitych olejkach eterycznych, ale postanowiłam używać wyłącznie oliwki Johnson &Johnson, żeby nie zwiększać prawdopodobieństwa alergii. Przelałam trochę do małej buteleczki, którą podgrzewam w dzieciowym podgrzewaczu do butelek, tak, żeby oliwka była ciepła, i masuję. Jest to fajne. Jeśli uda Ci się znaleźć na to te 20 minut dziennie, to moim zdaniem chyba warto, dzieciom się podoba. Po porannym karmieniu odłożyłam ich do łóżeczek, sama się ubrałam, zjadłam śniadanie, a potem przewinęłam, wymasowałam, przebrałam w ciuszki na dzień, zawinęłam w kocyki, otworzyłam im okno, żeby pooddychali świeżym powietrzem, i teraz tak się relaksują, że pora karmienia już nadeszła, a u dzieci cicho - chyba sama pójdę ich obudzić zaraz na jedzenie... jestem w lekkim szoku! Nie spodziewałam się, że tak się po masażu wyluzują, że uda mi się takiego porządnego maila do Ciebie napisać! W takim razie lecę karmić, a Ty trzymaj się cieplutko! W tym tygodniu będziemy jechali do miasta - przygotuję ubranka do wysłania! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz