środa, 1 lutego 2012
I już luty
Z jakiegoś powodu, kiedy siedzę w kuchni - muszę, ale to po prostu muszę koniecznie czegoś sobie słuchać. Najchętniej audiobooka. Bardzo przyjemnie sprawdzały się swego czasu słuchowiska - lepsze i gorsze - na podstawie książek - lepszych i gorszych - Joanny Chmielewskiej, ostatnio towarzyszyła mi "Śmierć na Nilu" Agathy Christie w interpretacji niejakiego Artura Dziurmana, a teraz zaczęłam właśnie kolejną Agathę - "Dom nad kanałem", i to chyba w tym ostatnim padł cytat z szekspirowskiego "Makbeta": "By the pricking of my thumb".... w wersji nader niezgrabnie przetłumaczonej - nie chciało mi się zapamiętywać dokładnie, ale było to coś w rodzaju "Swędzi mnie palec, a to oznacza z pewnością, że nadchodzi ku nam coś nieprzyjemnego".... Co sprawiło, że natychmiast przestałam słuchać płyty i zajęłam się wymyślaniem (tudzież przypominaniem sobie) bardziej udanych przekładów. I tak - z tych, które udało mi się sobie przypomnieć, zdecydowanie najbardziej lubię "Kciuk mnie świerzbi, co dowodzi, że coś złego tu nadchodzi" - sama natomiast wysmażyłam naprędce (dosłownie wręcz, bo nad patelnią pełną kiełbasy z cebulką i pomidorami): "Czuję po świerzbieniu kciuka, że zło drogi do nas szuka". I kto mi powie, że siedzenie w kuchni musi być nudne i mało twórcze?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz