W ramach przygotowań do Świąt, zamiast zająć się rzeczami istotniejszymi - np. obmyślaniem, czym skutecznie wykarmić przez 4 dni drobne 15 osób - postanowiłam zrobić porządki w domowej naszej biblioteczce.
Kiedy zaplanowaliśmy wstawienie w części wspólnej poddasza pięciu podwójnych regałów z Ikei, byłam święcie przekonana, że po doliczeniu dwóch dodatkowych regałów z gabinetu na słowniki, encyklopedie i inne takie wystarczy nam miejsca na 20 lat. Ehe.... Jasne. Sama moja fantastyka rozrasta się niebezpiecznie na cały regał, niedługo będę musiała usunąć z niego kryminały. Książki wojenne mojego męża oceniam na jakieś 1,5 regału - oceniam, bo zajmują poszczególne półki na różnych regałach w sposób dość przypadkowy, mieszając się niekiedy z historią. Historia starożytna miesza mi się z beletrystyką, beletrystyka - z biografiami, literatura babska nieco wyższych lotów ze skandynawską, a wszystko razem nakłada się na kategorię "najbardziej ulubione". Książki z dzieciństwa powoli wynoszę do dziecka (u niej na szczęście jest jeszcze odrobina miejsca, ale wykryłam ostatnio, że dość bezsensownie stoi u niej cały Lem, diabli wiedzą, po co i dlaczego). Zostawiłam sobie jedynie jedną półkę z Aniami z Zielonego Wzgórza i Jeżycjadą. Podróżnicze postanowiłam pogrupować razem z przewodnikami po świecie, ta kategoria również rozrasta się w tempie zastraszającym, no ale...
W desperacji ostatecznej powywalałam lektury niższych lotów (położymy je w przychodni na stoliczku z kartką, że kto chce, niech bierze). Uporządkowałam, co mogłam, jakkolwiek z przyczyn wymienionych wyżej wyszło to nie do końca sensownie. Usunęłam ostatecznie piętrzące się na stole do gier planszowych stosy i triumfalnie poupychałam je, gdzie należało.
Dwa dni później mój mąż postanowił przy okazji bytności w Warszawie odwiedzić tatusia. Od którego wyszliśmy z pudłem książek. Zawartość pudła piętrzy się od przedwczoraj na stole do gier. Odmówiłam dalszej współpracy.
hahahahaha, znam to uczucie, nie mam nawet polowy ksiazek, ktore bym bardzo miec chciala (wszystkie Muminki na przyklad) a polki sie wypelniaja (pozbylam sie trzech pelnych pudel przy wielokrotnych przeprowadzkach, powolutku odbudowuje biblioteke...)
OdpowiedzUsuńTo jest/ była walka z wiatrakami po prostu :) Ale... tymczasem problem rozwiązał się sam, o czym napiszę niebawem, bo chyba w końcu wrócę do pisania tutaj... :) Powrócę jako gorliwa propagatorka e-booków :)
OdpowiedzUsuńeeeee, no nie wiem, e-booki NIE PACHNA :p
OdpowiedzUsuńHa! Dlatego też NAPRAWDĘ ważnych książek w życiu się nie pozbędę, a zasoby uzupełniać będę w formie papierowej, a nie elektronicznej :) Ale cała reszta może spokojnie iść na e-bookach :)
OdpowiedzUsuń